czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 1

Szłam, przepychając się między stworami, przez zatłoczony korytarz. Tu wampir na mnie syknął, tam ruda, drobna cyklopka (o dziwo ładna!) rzuciła mi pogardliwe spojrzenie... O, no tak jeszcze szary wilkołak w garniturze na mnie warknął. W końcu doszłam do sali gimnastycznej, ale po chwili zadowolenie znikło z mej twarzy. Zobaczyłam moją klasę. Wszyscy byli w niej co najmniej dwa razy jak ja! No tak.. Kałamarnica mi wspominał, że w klasie sportowej to normalne.. Zapomniałam, Wy nie wiecie nawet kto to Kałamarnica...

Kałamarnica to dyrektor Crazy Blood High, wielkiego liceum dla dziwolągów, typu olbrzymy (które były w mojej klasie), lub elfy takie tam. No, czyli Kałamarnica jest dyrektorem, dlaczego go tak nazywam? Bo to gość o głowie kałamarnicy, a ciele człowieka! Zamiast rąk ma macki przyczepione do tej całej 'głowy'...

Wróćmy do kwestii klasy. Były tam elfki, ubrane na czirliderki (pewnie nimi były), w mini spódniczki, getry, cyckami na wierzchu, no skoro one to i mięśniaki... To byli napakowani elfi. Mieli na sobie koszulki drużyny, baseballówki i korki (buty). Bajerowali te puste laski, a te oczywiście chichotały... Jak już wcześniej wspominałam znajdą też tu miejsce olbrzymy, no w sumie to jeden. Ubrany niechlujnie w szorty i wielką koszulkę  z nadrukiem 'After all this time? Always'. Był na boso(chyba nie było takich butów).

Ale była też nieliczna grupka mizernych stworzeń, takich jak satyry. Nie znoszę ich do każdej dziewczyny się lepią i chcą jednego... Był też mały chochlik. Miał wyczerpaną twarz, a ubrany był w listki, taki tradycyjny stój chochlika. Widać, że często mu dokuczają i się z niego śmieją.

Naszą wychowawczynią była nauczycielka w-fu. Gdy ją zobaczyłam, chciało mi się śmiać. No, bo wy byście się nie śmiali, gdybyście zobaczyli, że Wasza opiekunka jest pulchniutkim, małym skrzatem, który jest ubrany w dres z liści i kory drzew? Miała skrzeczący głos, po lekcji wprowadzającej (musiałam wyjść na środek i się przedstawić!) uszy mnie od niej bolały... A lekcja sama w sobie minęła szybko (tu trwają 30, a nie 45 minut).

***

Obiad... Zauważyłam, że jest tu podobieństwo do normalnej szkoły. Uczniowie są podzieleni na grupki. Czirliderki z mięśniakami przy jednym stole, kujony przy drugim, dresiarze jeszcze przy innym. Byli też emosi , hipisy i promuzycy.  Nie było grupy dla mnie, ale musiałam się do jakiejś przysiąść. Wybrałam promuzyków, ale po mojej dosiadce od razu się przenieśli... No tak, tu JA jestem dziwolągiem...

***

Nazywam się Cayla Cook [czyt. Kajla Kuk] i jestem dziewczyną o jakiś zdolnościach, o których nawet ja nie mam pojęcia... Nikt nie wie jakie, wiadomo tylko, że je mam. Wyglądam jak normalny człowiek, ale nim nie jestem. W ludzkim świecie wydawałoby się, że jestem ładną, miła i wiecznie śmiejącą się szesnastolatką, ale tu jestem obrzydliwym dziwakiem, który ma zaciesz z niczego...

Jestem bladą, niebieskooką, piegowatą brunetką o wydatnych ustach.. Słucham głównie gotyku i rapu. Lubię bardzo zwierzęta, choć żadnego nie mam. W internacie trudno o zwierzątko...

Do Crazy Blood High rodzice wysłali mnie nieświadomie. Po prostu przyszedł list z tejże szkoły, ale w nim pisało, że to normalna szkoła dla uczniów, których wylosowano. Po jednym z każdego liceum... Oczywiście to wszystko była ściema. Poza tym wzięli tylko mnie. Nie wiadomo po kim mam moce, wiadomo,  że mam. W tej szkole każdy ma coś po rodzicach, a ja? Pff, nie wiem nawet jakie...


-----------------------------------------------------
Komy mile widziane :)

Wprowadzenie

OK, jakby co. Ten blog nie będzie jakis "wspaniały", ponieważ to będzie taki mój luźny blog, z luźnymi wpisami. Będę tu pisała opowiadanie, nad którym nie mam zamiaru mega głowkować, ale takie... w którym będzie jakiś sens czy coś. Wpisy będą nieregularnie dodawane. Wiem, że dla czytelników (o ile będą jacyś) to nie wygodne, ale cóż...